Antybohaterowie – W drodze do Emaus [dzień 7]

Materiał dostępny w formacie PDF – zobacz [PDF]

W DRODZE DO EMAUS

Wszystkie moje wielkopostne rekolekcje, w których uczestniczyłem, czy to w pa- rafii rodzinnej, czy jako kleryk w seminarium, przeprowadzały mnie drogą via dolorosa, której początek stanowił eucharystyczny wieczernik, zaś grób Getsemani był jej końcem. Wspominam, je jak byłbym prowadzony okiem kamery a rekolekcjonista, jak sprawy reżyser, ukazywał najważniejsze momenty tej drogi. Zawsze ciekawiło mnie, co jest poza kadrem: jak wyglądała ostatnia wieczerza z perspektywy gospodarza wieczernika? Do- kąd, po pojmaniu Jezusa w ogrodzie oliwnym, pobiegli Apostołowie? Dlaczego Szymon Cyrenejczyk znalazł się w tłumie oglądających drogę na krzyż Jezusa i innych? Wreszcie, co się stało z tymi, którzy odegrali negatywne, choć epizodyczne role w misterium zbawienia?

Nasze rekolekcje były próbą odpowiedzi na to ostatnie pytanie. Nasi codzienni antybohaterowie są właśnie takimi niewątpliwymi czarnymi charakterami, o których zawsze miałem jak najgorsze mniemanie. Jednakże bliższe poznanie każdej postaci sprawiło, że mogłem dostrzec w nich blask, jakby nikłego płomyku świecy nadziei i odkryć, że każdego z nich ukształtowała niepowtarzalna historia życia i doświadczenie.

Te rekolekcje, nim powstały, najpierw sam je przeżyłem. Dziś widzę naszych anty- bohaterów, jako zwykłych ludzi, których – z perspektywy historii i życia wiary – przychodziło mi zawsze łatwo oceniać i potępiać. Przecież Jezus nigdy ich nie skreślił, nigdzie nie powiedział, że Jego Królestwo Boże nie jest dla nich. Przecież pierwszym mieszkańcem nieba jest Dyzma. Nikt z nich nie zabił Jezusa – zauważa abp Grzegorz Ryś w swej książce Moc wiary: „Ostatecznie przecież ani nie przez Judasza, ani przez Heroda czy żydowską starszyznę, ani przez Piłata. Wiemy dobrze, że sam siebie wydał na śmierć. Mocą własnej decyzji, w pełnej wolności. I w posłuszeństwie Ojcu”.

Judasz, Piłat, Malchus, Barabasz, Kajfasz i Annasz, nigdy nie zostali potępieni przez Kościół i my tego robić nie możemy. Są oni dla mnie smutnymi postaciami, gdyż nie rozpoznali czasu zbawienia, wypełnienia się odwiecznego planu Ojca odkupienia człowieka,

którego początek sięga bram Raju. Miłosierdzie Boże nikogo nie potępia, nikogo nie skreśla, lecz ciągle wychodzi na próg domu i oczekuje powrotu synów i córek, które zagubiły się w drodze.

Mam cichą nadzieję, że jeżeli Bóg obdarzy mnie po śmierci godnością nieba, to bardzo się zdziwię, jak u wejścia do Nieba, bramę otworzy mi zagadany z Judaszem św. Piotr; jak dostrzegę, że porządku w sali sądowej pilnuje Malchus, a Piłat jest woźnym; jak usłyszę, że w szkole biblijnej lekcje prowadzą Kajfasz z Annaszem a Dyzma oprowadzi mnie po raju, gdyż on go zna „jak własną kieszeń”, bo był tu pierwszy. Mam taką nadzieję, lecz wiem również, że Bóg nie zbawia bowiem na siłę i nikogo nie zmusza do miłości. Kto nie chce skorzystać z Jego miłosierdzia, naraża się na potępienie.

Tymczasem kończąc rekolekcje mam nadzieję, że droga, którą zaproponowałem ci do przejścia nie była przez ciebie oczekiwana i wywołała duży ból głowy. To dobrze. Taki był cel, abyś zszedł z utartej drogi i powalczył trochę w myślach sam ze sobą. Dziś razem z tobą wychodzę z Jerozolimy, by odetchnąć po tym, co do tej pory się stało. Zapewne miałeś inne oczekiwania, dlatego jesteśmy teraz uczniami, którzy zmierzają do wsi zwanej Emaus.

Pamiętasz ich rozmowę w drodze? Nie tchnie ona radością i optymizmem, a wręcz rozczarowaniem. Dlaczego? Bo oni się spodziewali, że Jezus spełni mesjanistyczne oczekiwania i przywróci Izraelowi utraconą godność. Zauważ, że nie widzieli w Nim Syna Bożego, lecz potężnego w słowie i czynie proroka, tylko proroka. Uczniowie nie mieli wiary łotra wiszącego na krzyżu, lecz nadzieje i oczekiwania, które prysły, jak „mydlana bańka” na drzewie krzyża. Toteż uciekają z Jerozolimy, wychodzą z miasta, w którym zabito ich nadzieje, o którym myśli powodują ból. I gdy w drodze zatrzymują się i spoglądają z oddali na miasto, ogarnia ich smutek.

Nie miałeś nigdy uczucia, że Bóg cię rozczarował, że przecież miało być inaczej? Wierzysz w Niego, kochasz Go i modlisz się regularnie a jednak czujesz, że Bóg ci umyka. Może jest tak dlatego, że inaczej wyobrażasz sobie Boga? A może wynika to z tego, że stoisz w miejscu? Zauważ, że wiara w Boga, opisana na kartach Biblii, to wiara w drodze. Abraham wyszedł z domu rodzinnego, Jakub poszedł do Egiptu, Mojżesz przeszedł przez pustynię i sam Jezus chodził od miasta do miasta.

Zrozumiałem to dopiero, gdy rektor seminarium wysłał mnie na praktykę na pa- rafię. Do tej pory obraz Boga w mym sercu był taki sam, niezmienny od młodości. Tym- czasem w parafii zobaczyłem Boga w działaniu, którego trudno było mi dostrzec w katechezie szkolnej i w teologicznych książkach. Od trzech lat doświadczam Go w prze- różnych wydarzeniach i miejscach, i widzę, jak On mnie przez to kształtuje, jak niszczy moje okopy, łamie moje schematy, jak ukazuje swoje oblicze. I do tego ciebie zapraszam: nie ma możliwości wiary, jeśli stoi się w miejscu. Ostatecznie to dzięki temu, że uczniowie wyszli z Jerozolimy i szli do Emaus, mogli spotkać Jezusa zmartwychwstałego.

Zmartwychwstały na samym początku stanął na drodze swojej Matki. Następnie Marii Magdaleny, potem kilku kobiet, potem Piotra i Jana, potem dwóch uczniów idących do Emaus, potem Jedenastu i w końcu wszystkich tych, którzy spotkają Go na swojej drodze. Przyjdzie i twoja chwila na spotkanie Zmartwychwstałego. Pytanie nie „kiedy to nastąpi”, lecz czy będziesz umiał Go rozpoznać? Bo Jezus zmartwychwstały dołączy do ciebie, ale to od twojej wiary zależy wrażliwość oczu i serca.

Na zakończenie ostatnie pytanie: co ze zmartwychwstania widać w naszym życiu? Co ludzie, będąc poza Kościołem, mogą powiedzieć o zmartwychwstaniu, patrząc na nas? Czy dzięki nam rozumieją, o co chodzi w zmartwychwstaniu?

Dziś pomódl się sam…

AntyBohaterowie – Dyzma, łotr z krzyża [dzień 6]

Materiał dostępny w formacie PDF – zobacz [PDF]

ŁOTR Z KRZYŻA

Każdy czas ma swoich bohaterów i antybohaterów. Nie inaczej jest w okresie Wielkiego Postu. Szóstą postacią i niewątpliwym czarnym charakterem tego czasu jest… Łotr z krzyża.

O dzisiejszej postaci wiemy niewiele. Najwięcej dowiadujemy się z Ewangelii wg św. Łukasza (Łk 23,33.39-43) oraz znacznie mniej od św. Jana (J 19, 18). Dla ewangelistów, opis stosunku współukrzyżowanych złoczyńców do Jezusa, nie miał większego znaczenia, gdyż znajdowali się w centrum wydarzeń największego misterium w dziejach świata. Czy zatem musimy być skazani na niepowodzenie w naszych rozważaniach? Nie koniecznie…

Kim byli dobry i zły łotr, którzy zginęli tą samą śmiercią, co niewinny Jezus? Zacznijmy od prostych faktów: na krzyż – w świetle rzymskiego prawa – trzeba było sobie zasłużyć. Zatem nie mogli być to pospolici złodzieje czy awanturnicy, których zapewne nie brakowało w tamtym czasie. Musieli być raczej notorycznymi bandytami albo… buntownikami przeciw Imperium Rzymskiemu. Przypomnijmy sobie nasze wczorajsze spotkanie z Barabaszem. Był on kimś w rodzaju partyzanta z żydowskiego ruchu oporu – buntownikiem, który nie może pogodzić się okupacją rzymską. Ewangelista Marek pisze: „Barabasz był uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo” (por. Mk 15,7). Może nasi skazani byli najbliższymi towarzyszami, wspólnikami Barabasza; może należeli do tej grupy pojmanych buntowników, a skoro oskarżyli ich o zabójstwo, to ukrzyżowanie było adekwatną karą? Jeżeli to prawda, to musieli zginąć. W tym przypadku jedno jest pewne – byli winni i sami do tego się przyznali: „My odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki” (Łk 23,41).

Wiemy, że Jezusa ukrzyżowano pomiędzy złoczyńcami. A po której stronie ukrzyżowano skruszonego łotra? Sztuka religijna najczęściej umieszcza go po prawicy Jezusa. Wtóruje temu i tradycja chrześcijańska, dla której prawa strona ukrzyżowania zwyczajowo traktowana jest jako dobra. Ta sama tradycja tylko skruszonemu łotrowi nadała imię Dyzma, tym samym drugiego skazując na historyczną anonimowość.

Skąd znano jego imię? Jego imię pochodzi z pism apokryficznych, tak samo jak wiele zmianek o jego wcześniejszym życiu. I tak np. Święta Rodzina, powracając z Egiptu, została napadnięta przez bandytów, z pomocą przyszedł im Dyzma z bezimiennym kolegą. Wedle inny apokryfów Jezus wraz z Dyzmą i jego bratem Gestasem, byli rówieśnikami i przez jakiś czas wspólnie się wychowywali.

Porzućmy jednak apokryficzne przypuszczenia o wspólnej przeszłości Dyzmy i Jezusa. Trzeba zatem zastanowić się: czy złoczyńcy mogli znać Jezusa wcześniej, niż jedynie z czasu ukrzyżowania? To, że Jezus jest królem, każdy z nich mógł wczytać z tabliczki z podaniem winy, którą Piłat kazał umieścić nad głową Jezusa na krzyżu. Zapewne musieli widzieć się wcześniej, gdy szli razem, we troje, na Golgotę. Skoro mieli razem zostać zabici na krzyżu, to raczej rzymscy żołnierze nie prowadziliby każdego z osobna, lecz łatwiej było eskortować wszystkich na raz. Co wtedy o Jezusie mogli się dowiedzieć skazańcy? Na pewno nie uszło ich uwadze wielkie zainteresowanie tłumu ludzi, którzy nie tylko przyszli popatrzeć, jak prowadzą człowieka na śmierć, lecz którzy płaczą na widok umęczonego Jezusa. Musieli słyszeć lament zawodzących zwolenników Jezusa, jak również krzyki tych, dla których Jezus stał się nikim. „Kim On jest, że budzi takie poruszenie wśród ludzi?” – takie lub podobne pytanie musiało zrodzić się w głowieprzynajmniej jednego z nich.

Jeśli mieli wspólnie zostać ukrzyżowali i byli wspólnie prowadzeni na Golgotę, to znaczy, że ich pierwszy kontakt mógł nastąpić jeszcze wcześniej. Może w nocy z czwartku na piątek współwięźniowie byli osadzenie w sąsiadujących ze sobą celach? Wtedy byłaby okazja do rozmów między nimi, do wzajemnego poznania się i wyjaśnienia sobie najważniejszych kwestii. A może wyjątkowość Jezusa (niecodziennie więzi się przecież „króla żydowskiego”) spowodowała, że trzymano Go osobno?

Czasem ich pierwszego spotkania mógł być prawdopodobnie i poranek Wielkiego Piątku, kiedy to osądzono i skazano Jezusa. Może to było również posiedzenie „sądu Piłata”, który „za jednym zamachem” skazał pozostałych więźniów? Dla Vittorio Messoriego, włoskiego dziennikarza i publicysty, to niemal pewne, gdyż – jego zdaniem – „wyroki śmierci u Rzymian były wykonywane bezzwłocznie, w tym samym dniu, w którym został wydany wyrok”.

Dyzma na miano „dobrego łotra” nie zapracował pobożnym życiem, lecz – jak wiemy z Ewangelii – zaryzykował i w dyskusji ze współukrzyżowanym kolegą, okazał wiarę biorąc Jezusa w obronę. Okazał jeszcze coś bardzo ważnego – pokorę „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (Łk 23,42). W tych słowach zawiera prośbę do Jezusa i nadzieję na zbawienie. Nie żąda, aby Jezus uwolnił go czy obiecał mu niebo, lecz pokornie prosi, aby chociaż przez Niego nie został zapomniany.

Zastanawia mnie skąd ta postawa u Dyzmy? Skoro nie znał wcześniej Jezusa, to może postanowił zaryzykować i postawił wszystko na jedną kartę? W perspektywie rychłej śmierci, prośba o życie wieczne, chociaż miała być tylko płonną nadzieją, nie może już pogorszyć i tak beznadziejnej sytuacji. Zagranie va banque w tym przypadku okazało się główną wygraną. Może jednak dla Dyzmy Jezus nie był postacią w pełni anonimową? Może jednak słuchał wieści o cudach i uzdrowieniach Jezusa z Nazaretu? Może kiedyś przez przypadek znalazł się w tłumie słuchających nauk Rabbiego? Przecież karcąc „złego łotra” Dyzma staje w obronie Jezusa, a podkreślając Jego niewinność „On nic złego nie uczynił” (Łk 23, 41) robi to tak, jakby miał swoja opinię nt Jezusa. W takim przypadku kolejne jego słowa: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (Łk 23, 42) są jego świadomym wyznaniem wiary.

Nie wiemy czy był religijnym człowiekiem i czy rozumiał Królestwo Jezusa, tak samo jak my. Jednak cel osiągnął, do którego i my mamy nadzieję dotrzeć. Pierwszym człowiekiem w raju, po zmartwychwstaniu Jezusa, nie jest Adam, Abraham, Izaak, Jakub czy choćby św. Józef, lecz… nawrócony w ostatniej chwili bandyta z krzyża obok. Nie przyjął chrztu, nie wyznał „jak na spowiedzi” swoich grzechów, nie otrzymał pokuty i nie naprawił popełnionego zła, a jednak został usprawiedliwiony przez samego Jezusa. Przedziwna sytuacja. „Złoczyńcy wchodzą przed nami do królestwa niebieskiego” (por. Mt 21,31). Postawa i słowa Dyzmy z krzyża uczą nas, że to nie pobożność i cnota wiary nas zbawia, ale otwartość i pragnienie Bożego miłosierdzia. Bóg pragnie okazać nam ten dar, gdy my sami jeszcze jesteśmy łotrami.

MODLITWA

Zastanów się, w cichej modlitwie, nad swoją wiarą. Dlaczego wierzysz w Boga? Bo tak cię wychowano? Bo tak trzeba? Bo inni tak robią? Bo styl życia wiary ci odpowiada?

Zapytaj się siebie czy wierzysz w miłość Boga, która jest wstanie wybaczyć całe życiowe zło i, w momencie nawrócenia ostatniego oddechu, obdarzyć człowieka łaską nieba? Czy pragniesz otrzymać taką łaskę? Czy chciałbyś tej łaski również dla kogoś

bliskiego? A dla twojego wroga również? Porozmawiaj dziś z Bogiem o swoje wierze i nie bój się przyznać do słabości.

Pomódl się, aby w chwili różnego rodzaju trudności, porażek, ciężkich chwil, w których będziesz czuł się jak „ukrzyżowany łotr”, aby Bóg dał ci wtedy odwagę spojrzenia na Jezusa i poproszenia o łaskę zbawienia. Proś Boga, aby uczył ciebie stawiać wszystko w wierze na jedną kartę szczególnie, gdy na tej karcie widnieje krzyż Chrystusa.

Módl się więc tą prostą modlitwą Dobrego Łotra: „Jezu, wspomnij, proszę o mnie”. Może nie tytułuj Pana Jezusa nie wiadomo jakimi przydomkami, tylko chodź dziś cały dzień w sercu z tą prostą modlitwą. A On i tobie otworzy niebo.

AntyBohaterowie – Barabasz [dzień 5]


Materiał dostępny w formacie PDF – zobacz [PDF]


Każdy czas ma swoich bohaterów i antybohaterów. Nie inaczej jest w okresie Wielkiego Postu. Piątą postacią i niewątpliwym czarnym charakterem tego czasu jest… Barabasz.

Prawdopodobnie nie było to jego prawdziwe imię – Barabasz (z hebr. Bar-Abbas) znaczy tyle co „syn ojca”). Brzmi to jak nasze określenie „Jan Kowalski” – nie mówi to nam niczego o człowieku. Nadając sobie to nowe imię, Barabasz chciał zdystansować się od swojej rodziny albo – co bardziej wiarygodne – chciał ją ochronić. Przed czym? Tu małyspoiler: przed zemstą władz za jego działalność. Dlatego warto poznać to kim był i do czego zmierzał, aby go lepiej zrozumieć.

Ewangeliści są zgodni, co do Barabasza – był żydowskim bandytą, pojmanym i uwięzionym przez Rzymian. Dla św. Jana: „Barabasz był zbrodniarzem” (J 18,40). Św. Łukasz i św. Marek zgodnie stwierdzają, że „Był on wtrącony do więzienia, wraz z innymi buntownikami, za jakiś rozruch powstały w mieście, w wyniku którego popełniono zabójstwo” (por. Łk 23,19 i Mk 15,7).

Jest niemal pewne, że Barabasz nie był zwykłym rzezimieszkiem, złodziejem czy naciągaczem, lecz kimś kogo moglibyśmy określić mianem „grubej ryby”. Łukaszowa i markowa wzmianka o pojmaniu Barabasza wraz z innymi buntownikami, każe nam sądzić, że Barabasz należał do żydowskiego ruchu oporu, w którym walczył o wyzwolenie Izraela spod niewoli Imperium Rzymskiego. To też tłumaczy, dlaczego ludzie woleli wybrać niego niż Jezusa – działania Barabasza dawało nadzieję na odzyskanie wolności, zaś postawa i nauka Jezusa takiego rezultatu nie obiecywały, a przynajmniej ludzie tego nie rozumieli i nie dostrzegali. Barabasz był zatem partyzantem, a może nawet kimś w rodzaju dowódcy oddziału? Święty Mateusz określa Barabasza jako „znacznego więźnia” (Mt 27,16), co uwiarygadnia tę przesłankę. Zatem był dla Rzymian kimś niebezpiecznym, gdyż organizował ataki na rzymskie partole, na więzienia i posterunki, kimś kto destabilizował

kruchy pokój w regionie i kto mógł wzniecić powstanie całego ludu Izraela, która zapewne przerodziłaby się w kolejną wojnę.

Ale czy Barabasz był mordercą? Dla Łukasza to oczywiste: „Był on wtrącony do więzienia za zabójstwo”(zob. Łk 23,19), lecz zapis Ewangelii wg św. Marka każe nam zwątpić:

„Barabasz był uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo” (por.Mk 15,7). Marek nie wie, kto zabił – Barabasz czy ktoś inny. Nie wiemy też czy było to

morderstwo z premedytacją czy śmierć przypadkowa. O taką nie trudno podczas szamotaniny. Barabasz, wraz z innymi partyzantami, został pojmany i ma zostać skazany na śmierć. Było to oczywiste dla nich, jak i dla rzymskiego prawa. Rzymianie traktowali buntowników jako bandytów i krzyżowali ich w miejscu zbrodni lub przy ruchliwych drogach jako ostrzeżenie dla innych.

Barabasza poznajemy dopiero w scenie sądu Jezusa przez Piłata. Namiestnik Rzymu zwykł okazywać łaskę podbitemu ludowi i w ważniejsze święta ogłaszał amnestię dla jednego więźnia. Czy wybierał go tłum ludzi czy on sam? Może tym razem zrobił wyjątek, przez który chciał uspokoić swoje sumienie nim ostatecznie „umył ręce” kończąc sąd nad „Królem Żydowskim”? W efekcie Barabasz jest postacią, której życie jest ważniejsze od wędrownego kaznodziei z Nazaretu. Z perspektywy chrześcijańskiej, okrzyk tłumu: „uwolnij nam Barabasza”, odczytujemy jako irracjonalne zachowanie ludzi, którzy zmanipulowani zostali przez faryzeuszy, by żądanie śmierci Chrystusa stało się faktem. Może jednak nie było tak, jak ukazują to filmy pasyjne (np. „Pasja” reż. Mel Gibson czy „Zmartwychwstały” reż. Kevin Reynolds), lecz tłum ludzi był przypadkowy a ich wołanie za Barabaszem było oznaką ich patriotycznych pragnień o wolności? Na to zdaje się zwracać naszą uwagę papież Benedykt XVI w drugiej części Jezusa z Nazaretu, w której pisze: „Barabasz jest swoistą postacią mesjańską; w propozycji paschalnej stają naprzeciw siebie dwie interpretacje nadziei mesjańskiej”. Izrael spragniony jest wolności, a Barabasz próbował te pragnienie zaspokoić. Taki cel przyświecał również Jezusowi, lecz wysłużona przez Niego na krzyżu wolność, dokonała się w innym wymiarze. Lud oczekiwał wolności w życiu doczesnym, zaś Jezus zapewnił ją w życiu wiecznym. Dlatego obaj, Jezus i Barabasz, są dla Benedykta XVI symbolami mesjanizmu. Dla ludu cenniejszy okazał się mesjanizm miecza i przemocy, niż mesjanizm krzyża.

Nurtuje mnie pytanie: czy Barabasz poznał Jezusa dopiero w Wielki Piątek, czy mógł go znać wcześniej? Ewangelie skłaniają się ku pierwszej opcji i takie też jest nasze przeczucie. A może jednak się znali a nawet ze sobą rozmawiali? Tak przynajmniej twierdzi Robert Young w swoim włosko-amerykańskim mini serialu „Barabasz”, Wg niego tytułowy bohater obserwował działania Jezusa, był nawet w tłumie Jego słuchaczy, lecz nie uwierzył, że jest on Mesjaszem. Mesjasz ma być wojownikiem o swój lud a nie wędrownym rabbim. Nawet pogłoski o zmartwychwstaniu Jezusa nie przekonują go do zmiany zadania o Nazarejczyku.

W wielu filmach Barabasz często przedstawiany jest jako szaleniec, człowiek obłą-kany i wcielenie zła. Przypisuje mu się także wiele negatywnych cech, jak choćby ateizm, sceptycyzm czy gwałtowność. Lecz kinematografia potrafiła również zastanowić się nad tą postacią i spróbować pokazać inne jego oblicze. I tak np. w filmie brytyjskiego reżysera Jamesa Sloana z 1935 r. Barabasz poznaje Jezusa dopiero w scena ukrzyżowania, kiedy poszedł zobaczyć śmierć tego, dzięki któremu zachował swoje życie. To spowodowało, że zmienił swoje życie i wrócił do rodzinnego domu. Co się z nim dalej stało? Tego już nie

wiemy. Lecz próbę odpowiedzi na to pytanie zaproponował amerykańskie reżyser Richarda Fleischera, w filmie z 1960 r. Tytułowy Barabasz, grany przez Anthony`iego Quinn`a, przebywa długą i bolesną drogę nawrócenia, gdy uświadamia sobie, że żyje dzięki śmierci Jezusa z Nazaretu. Ostatnie jego słowa: „Powierzam się w Twoje ręce, Panie”, na moment przed śmiercią na krzyżu w Rzymie, ukazują jego wiarę. Inną wizję życia Bara-

basza, po odzyskaniu wolności, prezentuje szwedzki pisarz Pär Lagerkvist w dziele Barabasz z 1950 r. Wg autora Barabasz nie skończył ze złym życiem i również ponosi karę śmierć. Dla niego Barabasz nigdy się nie zmienił, a wyrwanie się z rąk śmierci, było tylko chwilową ucieczką. Również odwołanie się do biblijnych apokryfów nie pozwala nam na jednoznaczne wskazanie choćby domniemanej drogi Barabasza i jego życia po wydarzeniach Wielkiego Piątku.

Barabasz jest postacią niewątpliwie negatywną na kartach Biblii, lecz jednocześnie przesadnie i – wydaje się – bezpodstawnie zdemonizowaną. Możemy dostrzec w nim człowieka, który był odpowiedzią na pragnienia okupowanego Izraela – kimś, kto ma odwagę nie być biernym, lecz sprzeciwić się narzuconej siłą rzeczywistości.

Dla mnie osobiście nie był ateistą. Pragnął, jak inni współbracia, przyjścia Mesjasza-wyzwoliciela, lecz opóźnianie się Jego przyjścia pociągnęło Barabasza do przygotowania

Jemu drogi – ludzi gotowych do walki z Rzymem. Nie był on wzorem do naśladowania, bo dobre intencje nie wybielają śladów krwi, a cel nie uświęca środków. W świetle wydarzeń paschalnych, które rozgrywały się wokół niego, Barabasz nie dostrzegł nadziei, na którą wyczekiwał. Pójście w swoją stronę spowodowało, że zapamiętaliśmy go jako

antybohatera Wielkiego Tygodnia ale również jako człowieka, który doświadczył łaski Boga, lecz chyba z niej nie skorzystał.

MODLITWA

Dziś w modlitwie wspomnij na te chwile w swoim życiu, w których popadłeś w tarapaty, kiedy za to, co robiłeś, zostałeś osądzony i skazany. Każdy z nas nosi w pamięci takie wydarzenia, w których chcieliśmy dobrze a wyszło na odwrót.

Proszę, spróbuj dostrzec tam obecność Jezusa, który celowo tam był, by je pokrzyżować. Wydaje się to niezrozumiałe, lecz czasami Bóg nie pozwala, by nasze plany i oczekiwania się ziściły, bo wie do czego one mogą doprowadzić i chce oszczędzić nam i innym cierpienia. Bo tylko Bóg zna przyszłość i nie chce, by nasze dobre intencje brukowały drogę do piekła. Dostrzeż Boga w nich i podziękuj za całą Jego opiekę nad tobą. Podziękuj za to kim jesteś, za to gdzie jesteś i co teraz doświadczasz. Okaż Jemu wdzięczność, bo z niej rodzi się zaufanie, a ono ożywia wiarę.

AntyBohaterowie – Ponciusz Piłat [dzień 4]

Materiał dostępny w formacie PDF – zobacz [PDF]

PONCJUSZ PIŁAT

Każdy czas ma swoich bohaterów i antybohaterów. Nie inaczej jest w okresie Wielkiego Postu. Czwartą postacią i niewątpliwym czarnym charakterem tego czasu jest… Poncjusz Piłat.

Nie wiadomo, kiedy przyszedł na świat i jak został prefektem Judei, kwestię jego śmierci też wyjaśniają tylko mało wiarygodne podania i apokryfy. Jako jeden z licznych urzędników imperium rzymskiego, Poncjusz Piłat prawdopodobnie zniknąłby w mrokach dziejów. Wszystko zmienił proces Jezusa z Nazaretu. Prefekt Judei najpewniej nie wie- dział, że z jego udziałem odbywa się jeden z największych dramatów w dziejach świata.

Piłat, jako prefekt Judei, znał „sprawę Jezusa z Nazaretu”. Musiał o Nim słyszeć, choćby tylko z tego tytułu, że był odpowiedzialny za utrzymanie spokoju w tym regionie. Zapewne monitorował coraz bardziej napięte relacje pomiędzy kastą arcykapłanów i faryzeuszów a Jezusem i Jego zwolennikami. Nie chciał przecież, aby konflikt przybrał na sile zwłaszcza, że zbliżało się żydowskie święto Pascha.

Jest wielkopiątkowy poranek i rozpoczyna się są. Czy Piłat mógł wybronić Jezusa? Oczywiście, że tak – miał takie kompetencje, a przede wszystkim prawo (rzymskie). Tylko on mógł wymierzyć karę ostateczną, której domagali się Żydzi. Mógł, ale nie musiał. Jego postawa, przed wydaniem wyroku, wskazuje jednoznacznie, że nie chciał wydać takiego wyroku. Wiedział, że nocny, żydowski proces Jezusa był prawną farsą a wnioskowana kara śmierci nie miała charakteru sprawiedliwości, lecz morderstwa jego rękami. I dla- tego właśnie je umywa. W imię świętego spokoju i w strachu przed zamieszkami Piłat godzi się na żądania tłumu, który krzyczał „Ukrzyżuj Go!” (J 19,15). Gestem oczyszczenia rąk neguje przepisy prawa rzymskiego, które nakazywało bronić niewinnego – „Ja nie znajduję w nim żadnej winy” (J 19,6) i wydaje Go na pewną śmierć. Tym gestem i swoją – ugiętą pod presją głosu lud – postawą Piłat zyskuje spokój. Tłum się rozchodzi i kieruje ku Golgocie. Piłat mógł odetchnąć, lecz niedługo się okaże, że nie przyniosło mu to ulgi a oczekiwany spokój był tylko pozorny.

Eric Emmanuel Schmitt – francuski powieściopisarz i jeden z moich ulubionych eseistów –w autobiografii pt. „Noc ognia” opowiedział o swoim nawróceniu: „Otrzymałem łaskę i dar nadzwyczajny. I zostawiłem w sobie miejsce i przestrzeń dla Niego”.

W wywiadzie dla włoskiego dziennika katolickiego Avvenire, wspomniał, że przy- szedł w jego życiu okres, w którym bardzo zafascynował się Ewangelią i wszystkim związanym z życiem Jezusa. Doprowadziło to go odnalezienia wzmianki, że w ortodoksyjnym kościele koptyjskim Piłat jest uznawany za świętego. Według tradycji, Rzymianin w tajemnicy nawrócił się na chrześcijaństwo po śmierci Chrystusa, za sprawą swojej żony Klaudii, która pierwsza uwierzyła. Święty Piłat. Na tyle ta myśl utkwił mu w pamięci i sercu, że postanowił popełnić jedną z najciekawszych powieści zatytułowaną Ewangelia według Piłata. Nie jest to dzieło faktograficzne ani historyczne, lecz literackie przemyślenia wiary autora.

Tym, co mnie w tej książce zatrzymało i urzekło, a co mieści się w centrum naszego dzisiejszego zainteresowania, to fragment rozmowy Piłata z jego żoną Klaudią. Posłuchaj: „Dzisiaj rano powiedziałem Klaudii, która uważa się za chrześcijankę, że zawsze będzie jedno tylko pokolenie chrześcijan: tych, którzy widzieli Jezusa zmartwychwstałego. Ta wiara zgaśnie wraz z nimi, z ludźmi tego pokolenia, z chwilą gdy zamknie powieki ostatni starzec przechowujący w pamięci twarz i głos żywego Jezusa.

— Nie będę więc nigdy chrześcijaninem, Klaudio. Ja bowiem niczego nie widziałem; wszystko przegapiłem, przybyłem za późno. Gdybym chciał wierzyć, musiałbym najpierw uwierzyć w świadectwo zostawione przez innych.

— A więc, być może, ty jesteś pierwszym chrześcijaninem – odrzekła Klaudia?”

Wiara nie oznacza naukowej pewności, lecz wolne poddaniu się usłyszanemu słowu Boga, które prowadzi do Jego poznania, pokochania i przylgnięcia całym swoim życiem. Wiara to postawa serca, a nie stan umysłu.

Między wierszami Schmitt ukazuje tę właśnie prawdę – wiara to przyjęcie świadectwa tych, którzy widzieli, słyszeli i sami uwierzyli w Jezusa Chrystusa. Piłat znów się po- mylił – myślał, że wiarę w nim zrodzić może tylko dotknięcie i wsłuchanie się w słowa Chrystusa. Tym czasem miał świadomość, że na to jest już za późno. Jednakże ta jego rozpacz i targające nim wątpliwości okazać się mogą nasieniem chrześcijaństwa, które przez nawrócenie może wydać owoce wiary.

Nie znane są późniejsze losy Piłata. Według niektórych źródeł wrócił on do Rzymu, gdzie w prywatnej posiadłości w Lacjum dożył końca swoich lat na politycznym nie-bycie

u cesarzy. Wg Euzebiusza z Cezarei Piłat miał popełnić samobójstwo, czego powodem było odejście z urzędu w niesławie, a co oznaczało, że jego kariera była skończona. Inne ciekawe źródło mówi… o jego nawróceniu. A może to prawda? Przecież tak powinno być, że grzesznik, po spotkaniu z Jezusem, nawraca się.

Nie wiemy, co działo się w sercu Piłata. Nie wiemy, czy był tak bezwzględnym człowiekiem, jak o nim mówiono. Może po prostu nie dane innym było zobaczyć jego wnętrza. A może spotkanie ze Zbawicielem, skruszyło tego człowieka wewnętrze i pozwoliło jemu, już za życia, doświadczyć duchowego zmartwychwstania? Zauważ, że w wyznaniu wiary głosimy śmierć Chrystusa „pod Ponckim Piłatem”, czyli za czasów Poncjusza Piłata, ale jednak nie „przez Ponckiego Piłata”. Bo ostatecznie on tylko wydał Jezusa a nie kazał ukrzyżować.

Piłat, obok Judasza, jest niewątpliwie antybohaterem tego czasu. Czy jest jednak tak samo przed obliczem Boga?

MODLITWA

Dziś pomódl się za tych, którzy niewłaściwie sądzą innych. Pomódl się za tych, którzy w ten sposób kiedyś skrzywdzili ciebie. To prawda, że słowo ma moc zabić człowieka, lecz prawdą jest również i to, że modlitwa i nasze przebaczenie ma moc tego człowieka wskrzesić.

Wspomnij dziś te osoby i… wybacz im. Jeżeli nie potrafisz, to proś Chrystusa o po- moc. Życie w nienawiści niszczy nas wewnętrznie a przebaczenie niesie ulgę i pozwala nam powstać do nowego życia. Przecież to jest nas cel…

AntyBohaterowie – Arcykapłan [dzień 3]

Materiał dostępny w formacie PDF – zobacz [PDF]

ARCYKAPŁAN 

Każdy czas ma swoich bohaterów i antybohaterów. Nie inaczej jest w okresie Wiel- 

kiego Postu. Trzecią postacią i niewątpliwym czarnym charakterem tego czasu jest… arcykapłan. 

W poranek Wielkiego Piątku Jezusa postawiono wobec Wysokiej Rady, w skład której wchodzili: „starszyzna ludu, arcykapłani i uczeni w Piśmie” (Mt 26,57; Łk 22,66). Przecież wg Tory urząd arcykapłana mogła pełnić tylko jedna osoba i również tylko jednego arcykapłana zatwierdził rzymski prokurator Waleriusz Gratus w 18 r. n.e. Skąd więc pozostali? Faktycznie urząd arcykapłana pełniła jedna osoba. Praktycznie jednak tytuł arcykapłana przysługiwał też innym osobom, tym, które wcześniej pełniły ten urząd. Poprzednikiem Kajfasza był jego teść Annasz. 

Bezpośrednio po zatrzymaniu w Getsemani, Jezus eskortowany jest do pałacu arcykapłana. Zatem do którego z nich? W chwili procesu Jezusa urząd ten pełnił Kajfasz (zob. 

Mt 26,3). Annasz był eks-arcykapłanem, lecz wiąż jedną z najbardziej wpływowych i poważanych osobistości swoich czasów, który dzięki znacznym bogactwem zapewnił sobie posłuch a swojej rodzinie szacunek. Można podejrzewać, że faktyczną władzę w Sanhedrynie sprawował wciąż Annasz. Według św. Jana on to jako pierwszy, przed rozpoczęciem formalnej rozprawy, przesłuchiwał Jezusa w swoim domu (J 18,12-13.24). Pozostali ewangeliści nie odnotowali tego faktu, lecz z ogrodu oliwnego przenoszą dalszą akcję do pałacu Kajfasza (Mt 26, 57; Mk 14,53). 

Zdaniem wielu historyków w pałacu Annasza odbyło się pierwsze przesłuchanie pojmanego, zaś on sam odegrał istotną rolę w procesie Jezusa z Nazaretu. Dlaczego tak się zaangażował? Bo znał Jezusa w młodości. Przypomnij sobie scenę odnalezienie Jezusa w Świątyni, w której to Maryja i Józef dostrzegli Go, gdy „siedział między nauczycielami, 

przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni 

bystrością Jego umysłu i odpowiedziami” (Łk 2,46-47). Być może i w gronie tych zadziwionych mądrością dwunastoletniego Jezusa był i Annasz, który wtedy pełnił rolę arcykapłana (6-15 r. n.e.)? Być może wtedy widział w Nim nadzieję dla wiary Izraela, powiew łaski Jahwe, lecz po latach, na procesie, widzi w Nim… tylko zagrożenie. 

Czemu miał służyć przystanek u Annasza? Odpowiedź jest prosta. Spisek na życie 

Jezusa był już ukartowany i wszystko było gotowe, lecz… brakowało oskarżonego. Pojmanie Jezusa wprowadza w ruch całą machinę intrygi. Faryzeusze i uczeni w Piśmie byli tak zaaferowani, że byli gotowi nawet w nocy przeprowadzić proces, by – oddawszy Jezusa w ręce Rzymian jako buntownika – skazać Go „rękami bezbożnych” na śmierć. Lecz to wymagało czasu. Pojmano Jezusa późnym wieczorem, a zatem członkowie Wysokiej Rady byli rozproszeni – każdy w swoim domu i prawdopodobnie niektórzy już spali. Trzeba było ich obudzić i sprowadzić na miejsce posiedzenia, a to wymagało czasu. Najwyraźniej nie stanowiło to jednak problemu. 

I tu, w naszym „międzyczasie” na scenę wkracza doświadczony poprzedni arcykapłan Annasz. Próbował wydobyć z Jezusa zeznania potrzebne na posiedzenie Rady: przyznanie się do win, wydanie towarzyszy i być może oczekiwał publicznej prostracji. W każdym razie w nocy z czwartku na piątek rozpoczyna się posiedzenie Wysokiej Rady. 

Następnie Jezus został zaprowadzony do pałacu Kajfasza, gdzie odbędzie się sąd 

nad Jezusem (Mk 14,53). Według janowej ewangelii, to Kajfasz był pomysłodawcą zabójstwa Jezusa, zaś powodem podjęcia tej decyzji było wzrastający podziw dla Jezusa, po wskrzeszeniu Łazarza (J 11,45-53). 

Czy aby chodziło tylko o popularność Nazarejczyka wśród ludzi? Odpowiedź na to pytanie odnajdujemy w słowach Gamaliela – faryzeusza i członka Sanhedrynu, którzy po zmartwychwstaniu Jezusa próbowali „uciszyć” Apostołów: „Pewien faryzeusz, imieniem 

Gamaliel, zabrał głos w Radzie: «Mężowie izraelscy – przemówił do nich – zastanówcie się dobrze, co macie uczynić z tymi ludźmi. Bo niedawno temu wystąpił Teodas, podając się za kogoś niezwykłego. Przyłączyło się do niego około czterystu ludzi, został on zabity, a wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni i ślad po nich zaginął. Potem podczas spisu ludności wystąpił Judasz Galilejczyk i pociągnął lud za sobą. Zginął sam i wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni. Więc i teraz wam mówię: Odstąpcie od tych ludzi i puśćcie ich! Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem»” (Dz 5,34-39; zob. Dz 5,17-42). W czasach Jezusa było wielu ludzi, którzy przemierzali dzisiejszą Palestynę ze swoimi uczniami, uzdrawiali chorych, dokonywali cudów, zapowiadali koniec świata i oczywiście mienili się mesjaszem. Do tego grona należeli m.in. Szymon Mag czy Bar Kochba. Szczególnym okresem nasilenia się ich działalności był 

I w. n.e. Pobudzali w ludzie nadzieje na wyzwolenie, nawoływali do sprzeciwu wobec pogan, czym narażali na zerwanie kruchego i tak pokoju w okupowanym kraju. Swoimi naukami podważali również pozycję faryzeuszów i uczonych w Piśmie, czym zyskiwali uznanie u swoich słuchaczy. Po czym – jak stwierdza Gamaliel – umierali, uczniowie się rozpraszali a ślad po nich ginął. Skutkiem tego była rosnąca apatia i obojętność na sprawy mesjańskie, gdyż pobudzane co chwile nadziei na religijne wyzwolenie. rozwiewały się jak nocne marzenia. 

Wobec tego próbowali interweniować faryzeusze. W Jezusie nie dostrzegali nikogo 

innego, jak kolejnego wichrzyciela, który nie różnił się dla nich od innych „pseudomesjaszy”. Z perspektywy Sanhedrynu rosnąca popularność Jezusa, powiązana z novum głoszonych przez Niego nauk, mogła doprowadzić do tego samego, co wcześniej. W takiej perspektywie Sanhedryn pełnił funkcję „policji religijnej”, która miała za zadanie nie dopuścić do tego, by lud ponownie dał się porwać ułudzie wolności i… znów został porzucony. 

Nocne posiedzenie sądowe Sanhedrynu samo w sobie musi zastanawiać, chociaż w Starym Testamencie nie ma jednak zakazu nocnych posiedzeń sądu. Skąd zatem ten pośpiech? Z jednej strony winne temu jest zbliżające się święto Paschy. Zatem nad całym sądem znajduje się presja czasu, bo nie wolno nikogo sądzić a tym bardziej skazać na śmierć podczas święta. Z drugiej strony członkowie Rady bali się zwolenników Jezusa, gdyż nie dałoby się zbyt długo utrzymać w tajemnicy Jego pojmania a tłum mógłby nawet siłą wedrzeć się i go uwolnić. Dlatego działania są szybkie i zdecydowane. 

Sam proces sądowy był już prawną farsą. Jezusa oskarżono o „zwodzenie ludu”, zaś głównym „dowodem” w sprawie było bluźnierstwo Jezusa: „Najwyższy kapłan zapytał Go: 

«Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?» Jezus odpowiedział: «Ja jestem» Wówczas 

najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: «Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? 

Słyszeliście bluźnierstwo. Cóż wam się zdaje?» Oni zaś wszyscy wydali wyrok, że winien jest śmierci” (Mk 14,61-64). Dalsze losy Jezusa są już nam znane. 

Wyrok wydany przez Kajfasza był stronniczy, pogwałcił wartość prawa i wydał na śmierć człowieka, który na to nie zasłużył. Co dyktowało Kajfaszem, ale i jego teściem Annaszem, że z taką zaciekłością doprowadzili proces Jezusa do końca a potem z determinacją zaprowadzili Go na krzyż? To był strach. Strach przed tym, że Jezus może okazać się prawdziwym Mesjaszem, że oni Go nie poznali, wyśmiali i odrzucili. 

Nie takiego Mesjasza oczekiwali, który kładzie głowę pod topór, lecz który jest rewolucjonistą Bożym, pod sztandarem którego Izrael znów stanie się sławny i wielki, bo Bóg jest z nimi. Kajfasz, jak i zapewne pozostali faryzeusze i uczeni w Piśmie, bali się Jezusa, bo On znał ich serca i piętnował obłudę warg. 

Skazanie Jezusa było także walką o utrzymanie dotychczasowego status quo, które mogło lec w gruzach, gdyby Jezus – jak sądzili – doszedł do władzy. Nie taki był cel działalności Jezusa, lecz Kajfasz i Annasz, próbując przeszkodzić Jezusowi, tak naprawdę pomogli Jemu zrealizować plan zbawienia, w którym również i oni… mają swoje miejsce. 

MODLITWA 

Dziś, proszę, pomódl się za tych wszystkich napotkanych w swoim życiu ludzi, których osąd na twój temat, wyrządził ci krzywdę. 

Pomódl się za ludzi, którzy jawnie ciebie oskarżyli o coś, czego nie popełniłeś, a ty nawet nie mogłeś się obronić. Pomódl się o łaskę, abyś mógł im wybaczyć. Wspomnij także na Kajfasza, który w tobie sądzi innych ludzi, kiedy szczególnie wydajesz wyrok taką samą miarą, jaką ktoś wobec ciebie zawinił.  Na koniec przebacz sam sobie, że są takie chwile, że i samego siebie nie oszczędzasz i sam siebie osądzasz, skazuje i potępiasz. 

Uwolnijmy dzisiaj serca od złej mowy i złego myślenia. 

 

REKOLEKCJE I DNI SKUPIENIA

Kochanie Rekolekcje Online dostępne na podstronie „REKOLEKCJE I DNI SKUPIENIA”

AntyBohaterowie – Malchus [dzień 2]

Materiał dostępny w formacie PDF – zobacz [PDF]

SPOTKANIE 2. MALCHUS 

Każdy czas ma swoich bohaterów i antybohaterów. Nie inaczej jest w okresie Wielkiego Postu. Drugą postacią i niewątpliwym czarnym charakterem tego czasu jest… Malchus. Malchus był tym, kto pojmał Jezusa z ogrodu oliwnego. Znamy go z imienia dzięki św. Janowi, który w Ewangelii zanotował jego imię (J 18,10). Należał on do grupy sług arcykapłana. Trudno jest określić jego rolę: był kimś z jednej strony zaufanym posłańcem, asystentem i osobistym przedstawicielem arcykapłana a z drugiej strony egzekutorem poleceń sanhedrynu. To wyjaśnia, dlaczego znajdował się na czele strażników, którzy przyszli pojmać Jezusa. 

Zapewne był obecny na niektórych spotkaniach Wysokiej Rady, a zatem mógł być świadkiem gdy dyskutowano na temat Jezusa, który stanowił poważny problem dla ówczesnych przywódców religijnych. Malchus prawdopodobnie nie znał Jezusa osobiście. Mógł Go przecież spotkać w świątyni jerozolimskiej, mógł Go minąć na ulicy. Tym, co zdaje się potwierdzać tę tezę jest fakt, że Malchus do pojmania Jezusa potrzebował Judasza, gdyż najzwyczajniej w świecie nie umiał Go rozpoznać. 

W wielkoczwartkowy wieczór przyszedł do ogrodu w poszukiwaniu Jezusa wraz z innymi, którzy nieśli miecze i pochodnie. Był przekonany, że Jezus jest kolejnym wi- chrzycielem pospólstwa, którego należało szybko pojmany i zabity. Nic dobrego na tych spotkaniach Wysokiej Rady nie mówiono o Jezusie. Był On zagrożeniem dla samej egzystencji Izraela! Podczas próby pojmania, w Ogrodzie Oliwnym, wywiązała się szamotanina, w której – jak pamiętamy – Piotr uderzył mieczem na Malchusa. Ten prawdopodobnie uchylił się przed ciosem w głowę, ale miecz odciął mu ucho, które spadło na ziemię. 

To zdarzenie okazało się poważniejsze niż Malchus mógł się spodziewać. Wszystko działo się w zwolnionym tempie, w ogrodzie panowała cisza. Jezus schylił się, podniósł odcięte ucho i umieścił je tam, gdzie było wcześniej. Przeciwnik zaskoczył go… miłosierdziem. Musiało to nieźle zamieszać mu w głowie, zupełnie nie pasowało do tego obrazu Jezusa, który miał do tej pory. To było silniejsze od mieczy i bardziej przemieniające niż polityczna siła. Musiał przemyśleć ponownie wszystko, co do tej pory miał wbite do głowy. Przez następne kilka godzin kotłowało mu się w głowie. Jak mógłby przyłączyć się do tłumu biorącego udział w ukrzyżowaniu tego, który z miłością podszedł do przeciwnika, uzdrawiając jego ucho? 

Co się stało z Malchusem? Tego nie wiemy. Jest obrazem wielu, którzy spotkali nie takiego Jezusa, jakiego się spodziewali. Jedne z pism apokryficznych domniemają… jego nawrócenie i przyłączenie się do pierwszej wspólnoty chrześcijan w Jerozolimie. Może dzięki tym wydarzeniom z Getsemani Malchus uzyskał nowy słuch, który pozwolił mu usłyszeć głos Jezusa, który woła do Boga o wybaczenie? A może i był w gronie tych, którym Pan objawił się po zmartwychwstaniu? 

Postać Malchusa jest dla nas przykładem, że czasami w naszym życiu, trwamy kulturze, która okazuje się nieprawdziwa, przekazujemy myśli i opinie, które nie są zgodne z rzeczywistością. Żyjemy z dnia na dzień i w pewnym momencie „otwierają się nam oczy” i widzimy nasze życie inaczej. To jest właśnie ten czas, aby przyjść do Jezusa, by On i nam przywrócił zdolność słuchania głosu Boga. 

 

MODLITWA 

Żyjemy w czasach dotkniętych przeraźliwą głuchotą duchową. Wokół nas dużo i ciągle mówi się o życiu doczesnym, materialnym, zmysłowym i wciągającym, lecz głos Boga jawi się jako niechciany, niewygodny, niepasujący do całego świata. Jeśli chcemy uleczyć nas i naszych bliźnich z tej przeraźliwej głuchoty, to musimy zwrócić się do Jezusa, bo tylko On może to uczynić. Potrzebujemy dać Mu się dotknąć i prosić: „Panie, spraw abym usłyszał”. 

Zapraszam cię do takiej modlitwy – do wołania na wzór Bartymeusza spod Jerycha, natarczywie, bez względu na to, co pomyślą o tobie ludzie naokoło. Proś dziś Boga, aby dał ci usłyszeć Swój głos na modlitwie i aby każde spotkanie z Nim, również w kościele, pomagało tobie słyszeć głos Oblubieńca

 

AntyBohaterowie – 1. Judasz [Dzień 1]

Materiał dostępny w formacie PDF – zobacz [PDF]

SPOTKANIE 1. JUDASZ

Każdy czas ma swoich bohaterów i antybohaterów. Nie inaczej jest w okresie Wiel- kiego Postu. Pierwszą postacią i niewątpliwym czarnym charakterem tego czasu jest… Ju- dasz.

Nic nie wiemy o powołaniu Judasza na Apostoła. Ewangelia milczy na temat tego, jak mogło wyglądać pierwsze spotkanie Judasza z Jezusem. Dokonało się zapewne w po- dobny sposób, jak w przypadku pozostałych jedenastu, bo przecież Judaszowi, pomysł zdrady Jezusa, nie przyszedł od razu. Wszelkie ewangeliczne dopiski, typu: „ten, który Go zdradził” są późniejszym dodatkiem autorskim ewangelistów. Scena wyjścia Judasza z wieczernika, zanotowana w Ewangelii u św. Jana, opisuje zdziwienie pozostałych uczniów, gdy dotarło do nich, że zdrajcą jest Judasz. Wiedzieli, że podkrada pieniądze z ich wspólnego trzosa, że jest pazerny na bogactwo, ale żeby zaraz być kim, kto zapocząt- kuje mękę i śmierć Pana Jezusa, to nie mieściło się Apostołom w głowie.

Trudno sobie wyobrazić postać bardziej negatywną. Jak doskonale wiemy bez jego udziału nie świętowalibyśmy zmartwychwstania. Judasz oczywiście nie zabił Pana Jezusa, ale bez niego to by się nie wydarzyło.

Dlaczego Judasz wydał Jezusa arcykapłanom? Wszystko rozpoczęło się kilka tygodni przed świętem Paschy. Faryzeuszom i arcykapłanom działalność Jezusa była bardzo nie- wygodna, gdyż podważała ich status społeczny i odkrywała ich obłudę duchową i nepo- tyzm kastowy. Szukali zatem sposobności, aby Go uciszyć. Gdy to się nie udało, faryzeusze i arcykapłani uknuli spisek przeciw Jezusowi, który – jak wiemy – skończył się Jego śmier- cią krzyżową. W ostatnim tygodniu przed Paschą uczniowie, w tym Judasz, słyszeli plotki o planowanym zabójstwie Jezusa, o sfingowanym procesie i o próbie zrzucenia odpowie- dzialności na Rzymian.

W czasach przed Jezusem było wielu podobnych, choć mniej wyrazistych, mesjaszy, którzy nauczali, pociągali tłumy… i znikali, a wraz z nimi pamięć o nich. Być może Judasz nie był do końca przekonany o tym, że Jezus jest innym Mesjaszem. Nie miał wielkiej

nadziei, a coraz głośniejsze plotki o zamachu na Jezusa (zob. Mk 14,1), tylko utwierdzały go w wewnętrznym przekonaniu, że niedługo nastąpi koniec i zostanie on na przysłowio- wym „lodzie”. Dlatego sprzedanie Jezusa za trzydzieści srebrników, było próbą „wyjścia z twarzą” z tej trzyletniej wędrówki za Jezusem i chęcią zarobienia na rychłej śmierci Je- zusa.

Ale coś tu jest nie tak. Czy na pewno chodziło tylko o pieniądze? A może istniał inny powód, dla którego Judasz zwraca się do Arcykapłanów? Zauważ, że Judasz nie targował się wcale z nimi: „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam” (Mt 26,15). Gdyby chodziło tylko o pieniądze, to Judasz zapewne targowałby się o większą sumę. Otrzymane trzydzieści srebrników, było nędznymi pieniędzmi. Według biblistów owe srebrniki dziś byłoby warte około dziesięciu tysięcy złotych. To mało za wydanie na śmierć nauczyciela, przy- jaciela i Syna Bożego, ale z drugiej – dla biedaka, jak i dla złodzieja, była to spora kwota.

Co mogło zatem popchnąć Judasza do tego, co zrobił? A może odpowiedz kryje się w samym Jezusie? Judasz dorastał i żył w oczekiwaniu Mesjasza-wojownika, który wznieci narodowe powstanie i zbrojnie zawalczy o odzyskanie dawnej chwały Izraela. Tymczasem mesjaństwo jego Mistrz realizuje w biblijny, lecz zapomniany przez więk- szość sposób. Oczekiwał Mesjasza-wojownika, a tym czasem podąża za Mesjaszem-pacy- fistom. Może w oczach Judasza Jezus nie był Bogiem? Może to zrodziło w nim rozgorycze- nie i zawiść, które narastały w nim i zaprowadziły go do pałacu arcykapłana? Tego nie wiemy. To są jedynie intelektualne poszlaki.

Tak, wobec tego Judasz faktycznie jest człowiekiem beznadziejnym i możliwie cał- kowicie straconym. Ale zwróć uwagę na jeden zaskakujący fakt! Judasz jako jedyny stanął w obronie Pana Jezusa! Nie zrobił tego ani św. Piotr, ani umiłowany uczeń św. Jan, ani nikt inny. Tylko Judasz miał odwagę i determinację, aby udać się do „ludzi trzymających wła- dzę” i błagać o uwolnienie Jezusa. Judasz, „widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: «Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną»” (Mt 27, 4)

Komentując postawę Judasza z ostatnich godzin życia, papież Benedykt XVI pisze w książce pt. Jezus z Nazaretu: „Jednak światło, które wychodziło od Jezusa i przeniknęło do duszy Judasza, nie zgasło całkowicie. Widoczny jest u niego pierwszy krok prowadzący do nawrócenia: «Zgrzeszyłem», mówi swym zleceniodawcom. Próbuje ocalić Jezusa i zwraca pieniądze. Wszystko czyste i wielkie, co otrzymał od Jezusa, było nadal zapisane w jego duszy – nie mógł tego zapomnieć”. To pozwala nam dostrzec chrześcijańską

nadzieję, że ostatnie chwile Judasza, nim zawisł na drzewie, mogły być jego czasem na- wrócenia. Ostatecznie Judasz odebrał sobie życie, bo… nie mógłby dłużej żyć, gdy nie żyje Ten, którego On jednak kocha.

Czy Judasz jest osobą straconą? Jak wiemy na krzyżu Jezus bierze na siebie winę wynikającą z naszych grzechów, a umierając dokonuje naszego odkupienia. I oczywiście, że to nie zdejmuje z Judasza odpowiedzialności za to, co uczynił, ale właśnie na tym polega zbawienie.

Pomyśl: Judasz umiera przed Jezusem. My wyznajemy, że po swojej śmierci Jezus zstępuje do otchłani, by – jak wierzymy – wyprowadzić z niej wszystkich sprawiedliwych, którzy tam oczekiwali na dzień odkupienia. A więc kiedy Chrystus zstępuje do otchłani i idzie po Adam, Ewę i ich dzieci, to wśród nich na Chrystusa czeka również Judasz. Dla- czego miałby Judasz zostać pominięty? Czy miłosierdzie Boże jest stronnicze?

Rodzi się zatem w nas ciche pytanie: „czy Judasz mógłby być zbawiony”?, przez które wielowiekowe wyrokowanie o pewnym jego potępieniu zaczyna się chwiać. To pytanie o zbawienie Judasza jest pytaniem o zbawienie nas samych. To umacnia nasze nadzieje na radość nieba, że może ona stać się i moim udziałem. Jezus przecież powiedział, w rozmo- wie z Martą, że „kto wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11,26). Potwierdza to Jan Chrzciciel: „Kto wierzy w Syna Bożego, ma życie wieczne” (J 3,36). Na drzewie krzyża Chrystus oddał życie za wszystkich, a więc wszyscy ludzie zostali odkupieni. A zatem do zbawienia potrzeba łaski Boga i… nawrócenia grzesznika. Miłosierdzie Boże, jak i sam Bóg jest niezgłębione, a ta niepojętość rodzi w nas nadzieję.

Nie wiemy czy Judasz został przez Boga potępiony czy może… zbawiony. Lecz spójrzmy dziś na niego jako na człowieka, który próbował wierzyć w Jezusa, starał się z Nim być, który zaparł się wiary, uczynił najcięższy z grzechów, ale który starał się na- prawić wyrządzone zło. Nie przypomina ci on kogoś? Bo mi przypomina mnie…

MODLITWA

Zachęcam ciebie do modlitwy za twoich wrogów, za ludzi, którzy cię zdradzili, wy- dali na pastwę innych, którzy zadali ci ból. Może była to osoba tobie obca a może ktoś bliski. Proszę, nie chowaj w sobie urazy, która jak trucizna sączy jad w twoje serce i po- woduje, że nie umiesz i nie chcesz przebaczyć.

Proś Pana o pragnienie przebaczenia. A jeżeli nie potrafisz, to przypomnij sobie, co pisze św. Paweł w Liście do Filipian: „Bóg jest w nas sprawcą i chcenia, i działania”. On to może w nas zrobić. To przebaczenie jest nam potrzebne w naszej życiowej drodze krzy- żowej. Do czego? Do zmartwychwstania. Jezus przebaczył i śmierć nie miała nad Nim żad- nej władzy. I wierzę, że również nasz Ojciec przywróci nas do życia, wcześniej wiele nam przebaczając. Amen.

ZAPROSZENIE NA REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE W SIECI

Każdy czas ma swoich bohaterów i tych, którzy są ich przeciwieństwami. Nie inaczej jest w przeżywanym przez nas okresie przygotowań do świąt Zmartwychwstania 

Pańskiego. Dlatego chciałbym zaproponować tobie niecodzienne rekolekcje i to z trzech powodów. Pierwszy powód jest prozaiczny: będą to pierwsze rekolekcje on-line naszej wspólnoty. Drugi – są to moje pierwsze w życiu rekolekcje, które będę prowadził samodzielnie. Zaś trzeci powód dotyczy treści naszych spotkań. W ramach nich zaproszę cię do spojrzenia na wydarzenia Wielkiego Tygodnia od nietypowej strony – od strony ludzi, którzy przyczynili się do wydania, ukrzyżowania i zabicia Pana Jezusa, a których my nazywamy antybohaterami. Pragnę, abyśmy ich poznali, dowiedzieli się o nich czegoś więcej i przez to dokonali rewizji naszego stosunku do Boga i do przeżywanego Wielkiego Postu.

Jak w każdych rekolekcjach, tak i w tych, celem jest, abyśmy przejrzeli się, jak w lustrze, w poznanych postaciach i doświadczyli, czy w naszej wierze bliżej nam do postawy „umiłowanego ucznia” Jezusa, który wytrwał z Mistrzem aż do śmierci czy jednak jesteśmy jak zawiedzeni uczniowie idący, po śmierci Chrystusa, do Emaus.

Zapraszam serdecznie do wysłuchania internetowych rekolekcji wielkopostnych, które od niedzieli 30 marca do soboty 4 kwietnia, będą codziennie publikowane na stronie Apostolatu Chorych (www.apostolatchorych.pl) o godz. 14:00. Oprócz nagrań będą publikowane również i teksty z poszczególnych konferencji, abyś mógł/mogła do nich wrócić później. Tak więc do usłyszenia…